
Panna młoda. Odcinek. Metin staje nad własnym grobem. Mukader zdradza, kto tam leży.
Cihan przychodzi na cmentarz pożegnać brata przed przeniesieniem trumny. Kiedy poprawia kwiaty, dostrzega człowieka, którego opłakiwał przez lata.
Metin stoi tuż za nim i prosi, by zatrzymał jutrzejsze prace. Przy furtce czeka Leila, żona kierowcy, który zniknął w noc tego samego wypadku.
Ma przy sobie sweter wydany ze szpitala pod nazwiskiem męża. Sinem rozpoznaje ubranie po uszkodzonej spince przy szyi.
Chwilę później Mukader odbiera telefon i pyta o żonę kierowcy, choć Cihan jeszcze nie zdążył o niej wspomnieć. A gdy Cemil znajduje pod drzwiami kartę naprawy samochodu, odkrywa na niej własny podpis.
Tym razem, żeby odzyskać brata, Cihan będzie musiał pomóc obcej kobiecie odnaleźć człowieka, którego jego rodzina pochowała pod cudzym imieniem.ty9471
Cihan zobaczył Metina, kiedy poprawiał kwiaty na jego grobie. Brat stał po drugiej stronie ścieżki, bez płaszcza, choć od rana padało.
Jedną rękę opierał o ramię Syli. Drugą przytrzymywał szalik, który zsunął mu się z szyi. Cihan znał ten odruch.
Metin od dziecka przytrzymywał wszystko lewą ręką, nawet gdy prawą miał wolną. Mimo to przez kilka sekund szukał na jego twarzy czegoś, co pozwoliłoby mu odejść i uznać, że pomylił ludzi.
Sinem zauważyła, że Cihan patrzy za jej plecy. Odwróciła się. Pod nogi upadły jej nożyczki, którymi skracała łodygi.
Metin spojrzał najpierw na nią, potem na kamień, przeczytał własne imię, pochylił się, żeby zobaczyć również datę. Nie sięgnął po kwiaty, ani nie dotknął napisu.
– Gdzie jest Mine? – zapytał.
Sinem próbowała odpowiedzieć. Dopiero gdy Hançer położyła dłoń na jej ramieniu, wykrztusiła, że córka została w domu. Miała przyjść na cmentarz, ale zaspała.
Sinem powiedziała to tak, jakby nadal chodziło o zwykłe spóźnienie. Cihan zrobił krok ku bratu. Metin uniósł rękę. Nie był gotów na uścisk.
Poprosił tylko, żeby Cihan nie pozwolił rano przenieść trumny do rodzinnego grobowca.
– Skąd o tym wiesz? – zapytał Cihan.
– Kobieta, która dzwoniła do zarządcy cmentarza, powiedziała, że grób jest jej potrzebny jeszcze przez jeden dzień. Usłyszała, że decyzja już zapadła. Kiedy przyszła pod rezydencję pytać o dawnego kierowcę, rozmawiała z nią Syla. To ona przywiozła mnie tutaj. Ta kobieta twierdzi, że pochowaliście pod moim nazwiskiem jej męża.
Hançer spojrzała wzdłuż ścieżki. Przy furtce starała drobna kobieta w mokrym płaszczu. Trzymała w obu rękach materiałową torbę, tak jakby nie umiała zdecydować, czy może podejść.
Syla zawołała ją po imieniu. Leila przesunęła się o krok, lecz zatrzymała się, kiedy Cihan popatrzył na jej torbę.
– Mam tylko ubranie z tamtego dnia – powiedziała. – Pomyślałam, że pani Sinem pozna czyjeś…
Sinem zrobiła miejsce przy kamiennej ławce. Leila wyjęła szary sweter z dwiema drewnianymi spinkami przy szyi. Jedna miała wykruszony róg.
Powiedziała, że dostała sweter w papierowym worku ze szpitala. Na naklejce widniało nazwisko jej męża, Kemała. Był kierowcą w firmie Develioğlu i zniknął tej samej nocy, w której Metin miał zginąć.
Leili powiedziano, że wypisano go z drobnymi obrażeniami i że prawdopodobnie wstydzi się wrócić, bo narobił długów. Szukała go jeszcze w miastach, których nazw nigdy wcześniej nie słyszała.
Sinem wzięła sweter i odwróciła spinkę z wykruszonym rogiem. Pamiętała poranek, kiedy Metin zahaczył nią o klamkę.
W drodze na cmentarz zastanawiała się, czy po wszystkim, co przeżyła z Melichem, ma jeszcze prawo tęsknić za swoim mężem. Teraz stał przed nią żywy. Ona zaś ściskała rzecz, którą wydano innej kobiecie pod nazwiskiem człowieka, który nigdy do niej nie wrócił.
Cihan poprosił Sylę, żeby pomogła Metinowi usiąść. Brat zapytał, czy zamierza zadzwonić do matki.
Cihan powiedział, że jeszcze nie poszedł na parking i wybrał numer Engina. Gdy prawnik zapytał, czy może poczekać do końca spotkania, spojrzał przez ogrodzenie.
Widział Sinem i Leilę na ławce. Metin siedział między nimi na miejscu, które zawsze zostawiali wolne dla Mine, kiedy przychodzili we troje.
– Musisz przyjechać – powiedział. – I zanim porozmawiasz z kimkolwiek z rodziny, zatrzymaj jutrzejsze przeniesienie grobu.
Engin zjawił się z nieszpornym płaszczem i parasolem. Kiedy zobaczył Metina, odruchowo oddał parasol. Hançer podszedł do niego i zapytał, czy chcą, żeby ktoś spisał to, co pamięta.
Metin odpowiedział, że najpierw powinien wysłuchać Leili. Przed laty obiecał jej mężowi, że po powrocie z drogi odeśle go do domu wcześniej. Na tyle pozwalała mu pamięć.
Od tamtej chwili przypominał sobie pojedyncze dźwięki i ludzi, którzy mówili do niego innym imieniem. Nigdy nie słyszał, żeby ktoś pytał o Kemała.
Leila rozłożyła na ławce trzy rzeczy: kwit za rzeczy odebrane ze szpitala, fotografię Kemała z przepustki pracowniczej i kartkę z nazwiskiem człowieka, który zawiadomił ją o jutrzejszych pracach.
Ów człowiek pomagał w porządkowaniu cmentarnych rejestrów. Pamiętał, że inny pracownik zadzwonił do Leili po pogrzebie z informacją o rzeczy pozostawionej przy zmarłym, po czym następnego dnia wycofał to, co powiedział.
Tamten pracownik wyjechał. Kiedy jednak zarządca zapowiedział przeniesienie trumny, człowiek porządkujący rejestry przypomniał sobie dawny telefon i skontaktował się z Leilą.
Chciał, żeby zdążyła zgłosić sprawę, zanim grób znajdzie się za drzwiami rodzinnego grobowca. Engin obejrzał papiery i poprosił o zgodę na zrobienie kopii.
Powiedział, że przekaże zawiadomienie wraz z wnioskiem o zabezpieczenie grobu i akt. O tym, co zrobić z trumną, powinien zdecydować prokurator po wysłuchaniu Leili i Metina.
Cihan zapytał, czy obecność żywego człowieka wystarczy, żeby zamknąć bramę cmentarza. Engin pokręcił głową.
Musieli zawiadomić właściwą osobę i dopilnować, żeby zgłoszenie dotarło do zarządcy przed przyjazdem ekipy. Poprosił Cihana, żeby zadzwonił do rodziny i jako osoba, która zgodziła się na przeniesienie, natychmiast cofnął zgodę.
Cihan znalazł w telefonie numer matki. Mukadder odebrała, zanim zdążył odejść od ławki.
Zapytał, dlaczego tak zależy jej, żeby przeniesienie odbyło się już nazajutrz. Powiedziała, że termin wyznaczył Nuşret, bo kamieniarz kończy pracę przy grobowcu. Mówili o tym od kilku miesięcy.
Mukadder spytała, czy coś się wydarzyło. Cihan patrzył na brata i chciał usłyszeć w głosie matki choć cień zdziwienia.
Zamiast odpowiedzieć, powiedział, że cofa zgodę. Zapadła krótka cisza.
– Rozmawiałeś z żoną kierowcy? – zapytała Mukadder.
Cihan opuścił telefon. Nie zdążył wymienić ani nazwiska Kemała, ani jego zawodu. Matka powtórzyła pytanie. Tym razem słyszeli ją Hançer i Sinem.
Leila składała sweter przy ławce. Kiedy zrozumiała, o kim mowa, zatrzymała dłonie w połowie ruchu.
Po drugiej stronie miasta Cemil usiłował otworzyć salon przed pierwszą klientką. Zamek się zacinał, przekręcił klucz, pchnął drzwi biodrem i zobaczył na podłodze mokrą kopertę.
W środku była karta z serwisu samochodowego, podpisana jego imieniem. Rozpoznał charakter pisma.
W czasach, gdy brał każdą pracę, żeby w domu starczyło na czynsz i lekarstwa, pomagał znajomemu w garażu. Podpisał wtedy odbiór samochodu firmowego, który przyjechał z usterką.
W kopercie była również kartka z jednym zdaniem: “Jeżeli ktoś zapyta o auto, ma trzymać się tego, co przed laty powiedział mechanikowi.”
Cemil usiadł pod lustrem i odnalazł numer Hançer. W dniu, w którym podpisał kartę, auta już w warsztacie nie było.
Dzień wcześniej widział za to kierowcę, który przyniósł do garażu drugi kluczyk i prosił, żeby nie wydawano samochodu bez sprawdzenia hamulców. Kierowca przedstawił się jako Kemał.
Tego samego wieczoru Nuşret zapłacił za naprawę, której nie wykonano, i odjechał autem. Cemil do dziś nie wiedział, dlaczego właściciel warsztatu zgodził się wpisać na karcie inny dzień.
– Hançer, jesteś w domu? – zapytał, gdy siostra odebrała. – Na cmentarzu. – Czemu?
Cemil zamknął oczy. Chciał odłożyć słuchawkę, pojechać do niej i powiedzieć wszystko dopiero wtedy, gdy zobaczy, że jest bezpieczna.
Kiedy jednak usłyszał w tle męski głos proszący Leilę, żeby schowała sweter przed deszczem, postanowił zostać na linii.
– Powiedz Cihanowi, że widziałem jego wuja w noc wypadku. Tylko niech na razie nie mówi Nuşretowi, gdzie jestem.
Hançer pojechała po brata. Cihan chciał ją zawieźć, ale wtedy Metin spróbował wstać z ławki i kolana odmówiły mu posłuszeństwa. Został przy nim.
Hançer poprosiła Cihana, żeby przyszedł później do starego domu. Potrzebowała usiąść z nim i powiedzieć mu coś, z czym zbyt długo czekała.
– Chodzi o nas dwoje i mogę ci to powiedzieć sama.
W salonie Cemil przestał udawać, że przygotowuje się do pracy. Zdjął z fotela osłonę, złożył ją, a potem usiadł na miejscu klientki.
Hançer przeczytała kartę serwisową. Data odbioru wypadała trzy dni przed wypadkiem. Cemil mówił, że podpis złożył dopiero rano po nim.
Właściciel garażu obiecał wypłacić zaległą dniówkę, jeśli Cemil potwierdzi, że oddał klientowi kluczyk. Cemil rzeczywiście oddał zapasowy kluczyk, ale Nuşret zabrał samochód poprzedniego wieczoru. Mechanik wykorzystał podpis chłopaka do zamknięcia całego zlecenia.
– Mogłem wtedy zapytać, co z hamulcami? – powiedział Cemil. – Miałem w kieszeni rachunek za twoje buty. Myślałem tylko o tym, żeby odebrać pieniądze i wyjść.
Hançer przesunęła kartę tak, żeby brat nie widział własnego podpisu, i zapytała, czy pamięta numer rejestracyjny. Cemil go nie znał.
Zapamiętał za to, że Kemał trzymał kluczyk na drewnianym breloku w kształcie ryby. Sam go wystrugał i pomalował córce na niebiesko.
Kiedy Nuşret zobaczył brelok, kazał go odczepić. Cemil odruchowo schował go do kieszeni kurtki roboczej. Po latach znalazł go w pudełku z nitkami, z którego kiedyś korzystała Hançer. Zamierzał oddać rybę kierowcy, jeśli jeszcze go spotka.
W drzwiach pojawiła się Deria. Przyszła po rzeczy, które zostawiła w szafce po ostatniej kłótni z Cemilem. Zobaczyła otwartą kopertę i zapytała, czy ktoś ich śledzi.
Cemil odparł, że nie wie, kto ją przyniósł. Deria podniosła z podłogi wąski pasek papieru z adresem salonu.
Powiedziała, że kopertę wsunięto pod drzwi bez znaczka, ale adres wydrukowano, jakby nadawca nie chciał, żeby ktokolwiek poznał jego pismo. Zaproponowała, że sprawdzi u właścicielki sklepu naprzeciwko, czy Tarano wystawiała już towar i widziała człowieka pod drzwiami.
– To chodź. Po moje rzeczy możemy wrócić później.
Na cmentarzu Sinem przyglądała się dacie na nagrobku, aż woda spływająca po kamieniu rozmazała jej widok. Poprosiła Metina, żeby przeszedł z nią do małego zadaszenia przy wejściu.
Syla chciała iść za nimi. Metin odpowiedział, że gdyby jej potrzebował, zawoła. Sinem zapytała go tam o klucz, który miała dostać przed jego śmiercią.
Tego dnia planowali zabrać Mine i wyprowadzić się z rezydencji. Metin znalazł mieszkanie po drugie stronie miasta. Sinem włożyła do dziecięcej torby dwa ubranka i kubek.
Miała zejść do bocznej bramy, kiedy usłyszy jego samochód. Zamiast samochodu przyjechał Nuşret.
Powiedział jej, że Metin zmienił zdanie i wyjechał sam. Później, już po wiadomości o wypadku, używał tego samego zdania przy każdej próbie rozmowy. Twierdził, że gdyby Sinem nie nalegała na wyprowadzkę, Metin zostałby w domu.
Przez lata potrafiła sobie przypomnieć głos Nuşreta dokładniej niż głos męża.
– Pamiętasz, dokąd wtedy jechałeś? – zapytała.
Metin wyjął z kieszeni złożoną chusteczkę. Wytarł dłonie. Powiedział, że pojechał po klucz do mieszkania. Kemał usiadł za kierownicą, choć Metin początkowo chciał prowadzić. Znał drogę i uparł się, że zanim zabiorą dziecko, sprawdzi hamulce na pustej jezdni.
Później Metin pamiętał już tylko jego lewe ramię. Kemał położył je w poprzek jego piersi, kiedy samochód zjechał z jezdni.
Po latach w klinice Metin nie był nawet pewien, czy w aucie rzeczywiście siedział ktoś drugi. Dopiero sweter Leili przywołał wspomnienie. Przed wyjazdem zdjął go, bo w samochodzie było duszno, i rzucił na oparcie między ich siedzeniami.
Sinem przysunęła się do niego na ławce. Chciała dotknąć jego dłoni, ale zauważyła, że trzyma ją mocno zaciśniętą. Powiedziała, że Melich jest częścią jej życia.
Metin odparł, że usłyszał o nim od Syli. Następnie zapytał, czy Mine zechce zobaczyć się z nim w miejscu, które sama wybierze.
Sinem opowiedziała mu o podwórku za szkołą, gdzie dziewczynka lubiła chodzić po zajęciach. Umówili się, że najpierw porozmawia z córką bez niego.
Dopiero gdy ustalili ten prosty plan, Metin rozluźnił dłoń na ławce. W rezydencji Mukadder zdjęła ze ściany fotografię Metina i postawiła ją na komodzie.
Z ramki wysunął się rachunek ze szpitala złożony na cztery. Na górze widniał numer oddziału, pod nim nazwisko Kemała. Mukadder ukryła rachunek lata wcześniej, kiedy po raz ostatni próbowała odtworzyć kolejność wydarzeń z tamtej nocy.
Teraz wzięła go do ręki i zadzwoniła do Nuşreta. Brat powiedział, że kobieta, która chodzi pod grób, domaga się uwagi i da się ją uspokoić.
Mukadder odpowiedziała, że Leila trzymała rzecz z oddziału, której nigdy nie powinna była dostać. Nuşret poprosił, żeby przyniosła mu rachunek i zaczekała na niego przy bocznej bramy.
Chciał, żeby pojechali razem do zarządcy cmentarza i utrzymali termin. Mukadder zgasiła ekran telefonu.
Gdy podniosła głowę, przy drzwiach stała Beyza. Po postrzale w nogę wciąż poruszała się ostrożnie. Wróciła do rezydencji po rzeczy Gurura.
Zobaczyła rachunek i spytała, czy ciotka zamierza znowu schować dokument tam, gdzie przed laty chowała karty odwiedzin w klinice. Mukadder od razu podeszła do drzwi.
Beyza nie ruszyła się z miejsca.
– Wiedziałaś, że Metin żyje? – zapytała Mukadder.
Beyza przyznała, że od kilku tygodni podejrzewała. Ojciec wciąż opłacał rzeczy, których nie potrafiła dopasować do żadnego z jego domów ani interesów.
Raz w teczce z przelewami zobaczyła kartę odwiedzin pacjenta o imieniu Garib. Nuşret wyrwał jej ją z ręki i zapytał, czy naprawdę ma czas szukać po szpitalach cudzych synów, kiedy może stracić własnego.
Beyza zapamiętała każde słowo. Wtedy właśnie przestała pytać.
– Jeżeli jest coś, czego ojciec nie chce oddać, trzyma to przy sobie do chwili, w której będzie mu potrzebne – powiedziała. – Zostaw rachunek u siebie.
Mukadder wsunęła go do kieszeni. Przez lata uważała, że najgorsze, co może ją spotkać, to telefon z wiadomością, że Metin nie żyje. Dziś odebrała telefon od Cihana spod grobu i po raz pierwszy przestraszyła się rozmowy, w której Metin będzie mógł mówić za siebie.
Wyszła na korytarz. Na schodach zatrzymała ją Fadaj z pytaniem, czy uprasować Mine sukienkę na jutrzejszy dzień.
Mukadder powiedziała, że żadnego przeniesienia nie będzie. Fadaj ucieszyła się, bo dziewczynka od kilku dni pytała, dlaczego trzeba przeprowadzać tatę do miejsca, którego nigdy nie widział.
Mukadder usiadła na schodku. Zapytała Fadaj, czy może przez chwilę przy niej zostać. W tym samym czasie Hançer spotkała się z Cihanem w starym domu.
Przyniosła dwa talerze, choć żadne z nich od rana nie jadło. Cihan odsunął swój i powiedział, że wszędzie, gdzie dziś patrzy, widzi człowieka, któremu obiecał pomoc, a potem zostawił samego.
Metina na ławce, Gurura w placówce, nawet Leilę, którą jego firma potrafiła przez lata odesłać od drzwi. Hançer słuchała do końca, potem powiedziała, że ma dla niego wiadomość.
Wolała, żeby usłyszała ją teraz od niej. Dziecko, którego oczekuje, jest jego.
Cihan podniósł głowę. Przez moment w jego twarzy zostało wszystko, o czym mówił przed chwilą, i niczego nie umiał z niej usunąć.
Zapytał, czy Melich wiedział. Hançer odpowiedziała, że wiedział.
Później Cihan zapytał, czy może usiąść bliżej. Przysunęła krzesło po podłodze i powiedziała, że bała się, iż gdy ujawni prawdę, ktoś natychmiast zdecyduje, gdzie ma mieszkać i co ma robić do porodu.
On wtedy próbował odzyskać Gurura. Ona myślała o tym, jak często ktoś w ich rodzinie urządzał życie dziecku, zanim zdążyło się urodzić.
Cihan usiadł obok i oparł dłonie na kolanach. Chciał usłyszeć, kiedy zobaczyła pierwsze zdjęcie.
Powiedziała, że było tak niewyraźne, iż zabrała je do kuchni i obejrzała pod oknem. Wydawało jej się wtedy, że widzi tylko małą kropkę.
Cihan uśmiechnął się, zanim zdążył się przed tym powstrzymać. Hançer wzięła go za rękę.
Jedli dopiero później, kiedy wyschły im rękawy po poranku na cmentarzu. W połowie posiłku zadzwonił Engin. Zarządca wstrzymał przeniesienie trumny.
Jednak tuż przed zamknięciem biura ktoś zażądał wglądu do oryginalnej karty pochówku. Pokazał upoważnienie podpisane przez Sinem.
Sinem od razu wiedziała, o jakie upoważnienie chodzi. Kilka dni wcześniej przyszła do niej Leila.
Powiedziała, że stary pracownik cmentarza pamięta kopertę z rzeczami złożonymi przy trumnie, a bez zgody rodziny nie może nawet sprawdzić, czy zachował się spis. Sinem podpisała zgodę na wgląd i na otrzymanie kopii karty.
Rozmowa odbyła się jeszcze przed pojawieniem się Metina. Sinem wahała się wtedy, czy mówić o niej Mukadder. Pokazała papier tylko Melichowi.
To on pomógł Leili sformułować prośbę, bo nikt dotąd nie podał jej nazwiska człowieka, który przyjął trumnę. Engin pojechał do biura cmentarza z Sinem i Melichem.
W drzwiach trafili na Leilę. Miała przy sobie kserokopię. Oryginał został w biurze. Pracownik zapytał, czy karta może mieć znaczenie dla postępowania.
Engin poprosił, żeby schował ją z kopertą i zanotował, kto widział oba dokumenty. Leila podała kopię Sinem.
W rubryce dotyczącej przedmiotów widniała obrączka z rysą od wewnątrz. Ktoś dopisał, że rodzina poprosiła, aby jej nie zdejmować.
Leila od lat pamiętała tę rysę. Zrobiła ją sama, kiedy Kemał zahaczył obrączką o drzwi warsztatu, a ona podważyła nożem wygiętą blaszkę, która przytrzymywała jego rękę. Mąż nosił obrączkę dalej. Śmiał się, że dzięki rysie poznają ją nawet po ciemku.
– Przez lata chciałam, żeby ktoś znalazł dla mnie rzecz po nim – powiedziała Leila. – Dziś pierwszy raz się boję, że naprawdę ją dostanę.
Sinem spytała, czy chce wrócić do domu. Leila pokręciła głową. Od rana próbowała sobie wyobrazić, jak wygląda śmierć człowieka, którego wszyscy wokół uważają za żywego.
Teraz chciała usiąść przy jego grobie, choć nie miała jeszcze pewności, czy to właściwe miejsce. Melich przeniósł z samochodu suchy koc, położył go na ławce, po czym odszedł z Sinem pod furtkę.
Sinem zapytała, czy będzie miał do niej żal, jeśli na jakiś czas wszystko się między nimi zmieni. Melich odparł, że pewnie będzie się bał. Nie chciał jednak, żeby ktokolwiek kazał jej wybierać w dniu, w którym zobaczyła Metina.
Sinem położyła głowę na jego ramieniu. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że dziś płacze po raz pierwszy.
Leila dotarła do domu przed zmrokiem. Przy drzwiach zastała Nuşreta.
Trzymał kopertę zbyt grubą na zwykły list. Powiedział, że gdyby Kemał rzeczywiście nie żył, firmie zależałoby na tym, żeby rodzina otrzymała pomoc. Może już teraz pokryć koszty mieszkania Leili i nauki córki.
Wystarczy, że kobieta przestanie rozpowiadać, iż kogoś pochowano pod cudzym nazwiskiem. Dodał, że sama niczego przecież nie widziała.
Leila wpisała kod do furtki, ale nie otworzyła jej do końca. Poprosiła, żeby powiedział, w którym szpitalu wypisano jej męża i kto widział go żywego po wypisie.
Nuşret spojrzał na kopertę. Odpowiedział, że skoro po tylu latach pamięta takie szczegóły, mogłaby sobie też przypomnieć pieniądze, które jej mąż był winien kilku osobom.
– Pan się pomylił – odparła Leila. – To mnie jest pan winien odpowiedź.
Weszła na podwórze i zamknęła furtkę. Nuşret został na ulicy z kopertą.
Dopiero kiedy odjechał, Leila zadzwoniła do Syli. Powiedziała jej dokładnie, co się stało, po czym poprosiła, żeby jeszcze tej nocy nie pokazywała nagrania z cmentarza.
Syla miała krótki film, który nakręciła, żeby udokumentować dzień, w którym Metin sam stanął przy nagrobku. Jeszcze rano zamierzała opublikować go z imieniem Mukadder.
Leila spytała, czy daje jej możliwość pierwszej rozmowy z córką. Dziewczyna dorastała, słysząc, że ojciec odszedł z własnej woli. Gdyby zobaczyła film, zanim wróci do domu, mogłaby po raz drugi dowiedzieć się o nim od obcych.
Syla odłożyła telefon na parapet. Powiedziała, że może poczekać.
Następnego ranka Cemil wstał przed świtem i pojechał z Derią do dawnego garażu. W jego miejscu nadal był warsztat, choć na szyldzie widniało już inne nazwisko.
Właściciel wpuścił ich tylko dlatego, że rozpoznał Cemila. Przed laty pracował na sąsiednim stanowisku i po przejęciu interesu odziedziczył metalowe szafki z dokumentami.
Obejrzał podpisaną kartę i od razu wyciągnął spod lady gruby zeszyt. Stary mechanik notował w nim, które naprawy zostawiono otwarte, aby pamiętać, po co zamówił części.
Przy dacie wypadku widniał model auta i adnotacja, że klient odebrał samochód przed wymianą uszkodzonego przewodu. Na następnej stronie przypięto dokument zwrotu części do dostawcy. Zaplombowane pudełko wróciło do hurtowni już po wypadku.
Cemil porównał obie daty, potem zapytał, czy może zadzwonić przy właścicielu do Engina. Nie zdążył wyjąć telefonu. Przed garażem zatrzymał się samochód Nuşreta.
Deria najpierw zobaczyła jego odbicie w szybie. Nuşret wszedł bez przywitania, spojrzał na otwarty zeszyt i powiedział, że dokumenty dotyczą samochodu należącego wówczas do firmy, więc firma je odbierze.
Wyciągnął rękę. Właściciel warsztatu zamknął zeszyt i cofnął się o krok.
Deria otworzyła drzwi od strony ulicy. Nie zamierzała zostawiać Cemila sam na sam z człowiekiem, który właśnie przyszedł zabrać dowód. Podała właścicielowi telefon i poprosiła, żeby sam ustalił z Enginem, gdzie może bezpiecznie przekazać dokumenty.
Nuşret spojrzał na Cemila. Przypomniał mu, że na papierze to on podpisał odbiór pojazdu. Cemil odparł, że będzie pierwszym człowiekiem, który opowie o swoim podpisie.
Następnie zapytał Nuşreta, czy i on powie o kluczyku zabranym przed naprawą. Nuşret ruszył ku drzwiom, lecz po chwili przystanął.
Cemil widział, jak jego wzrok wraca do zeszytu. Sam przez lata uważał, że po podpisaniu karty wydarzyło się coś, nad czym nie miał już żadnej władzy. Dziś zdał sobie sprawę, że przez cały ten czas mógł komuś zadać następne pytanie.
Po wyjściu Nuşreta Cemil oparł się o ladę. Deria poprawiła mu mankiet, który zahaczył o wystający gwóźdź. Zapytał ją, dlaczego przy nim została.
Odpowiedziała, że zbyt dobrze wie, jak to jest, kiedy człowiekowi ktoś każe tłumaczyć się z własnej pracy. W ostatniej kłótni sama mu to zrobiła.
Nie próbowała teraz uzyskać od niego odpowiedzi, czy jej wybacza, poprosiła tylko, żeby po złożeniu zeznań zadzwonił do niej, zamiast wracać samotnie do salonu. W rezydencji Mukadder znalazła na stole rachunek, który rano wyjęła z kieszeni.
Beyza nie dotknęła go nawet wtedy, gdy dzwonił jej ojciec. Dopiero przy otwartych drzwiach wyjściowych powiedziała ciotce, że Nuşret kiedyś poprosił ją o zaadresowanie koperty do warsztatu. Włożył do niej kopię karty serwisowej.
Chciał mieć gotowe pismo na wypadek, gdyby ktoś zaczął pytać o samochód. Przedwczoraj zlecił dostarczenie kopii do salonu, bo dowiedział się, że Leila szuka dawnego pracownika warsztatu.
Beyza usłyszała rozmowę z korytarza. Wtedy nic nie powiedziała. Dziś poprosiła Mukadder, żeby podała jej nazwisko człowieka, który wydawał rzeczy ze szpitala.
Mukadder wyjęła z szuflady stary notes, znalazła numer i przeczytała go na głos. Później zabrała Beyzie telefon, zanim ta zdążyła zadzwonić.
– Pójdę do niego sama – powiedziała. – Jeżeli przyjdzie ze mną, nie będzie się musiał zastanawiać, czy chce zwalić to na niego.
Cihan spotkał matkę na korytarzu szpitala, gdzie za zgodą Metina lekarze przeprowadzali badania. Mukadder miała przy sobie rachunek.
Obok niej stał mężczyzna z siwą brodą, dawny sanitariusz. Po latach pamiętał tę noc, bo następnego ranka zwolniono go z dyżuru i kazano zostawić klucze do szafek.
Powiedział, że obu mężczyzn przywieziono bez dokumentów niemal jednocześnie. Metin był nieprzytomny, ale żył. Drugi zmarł po próbie ratowania.
Na workach z rzeczami początkowo zapisano tylko numery przyjęcia. Nazwiska pojawiły się dopiero po rozmowie Nuşreta z kierownictwem. Mężczyzna zapamiętał, że na widok fotografii Kemała chciał poprawić dane.
Ktoś pokazał mu wówczas kartę podpisaną przez Mukadder. Potwierdzała, że rodzina rozpoznała zmarłego jako Metina. Cihan odwrócił się do matki. Nie zapytał od razu o podpis.
Próbował obliczyć, ile czasu minęło między chwilą, kiedy złożył kwiaty na trumnie, a pierwszą wizytą Mukadder w klinice. Matka powiedziała mu sama: tego samego dnia w południe siedziała przy grobie aż do zamknięcia bramy, a wieczorem pojechała do żywego syna.
Trzymała go za rękę. Kiedy chciał zapytać o Sinem, powiedziała, że żona wyjechała. Nie potrafiła wówczas spojrzeć na jego twarz. Patrzyła w okno.
– Wiedziałaś, kto jest w trumnie? – zapytał Cihan. – Wiedziałam, że to nie on. Później zobaczyłam nazwisko Kemała na rachunku. Wróciłam do Nuşreta i zapytałam, co powie jego żonie. Odpowiedział, że jeśli otworzy usta, sprowadzi Metina z powrotem do rezydencji. Wtedy jeszcze wierzyłam, że mogę ochronić jednego syna, pozwalając drugiemu opłakiwać go przy cudzym grobie.
Za drzwiami oddziału Metin rozmawiał z pełnomocniczką. Cihan mógł wejść i zażądać, żeby brat natychmiast wysłuchał matki. Kiedyś tak by zrobił.
Zapytał jednak pielęgniarkę, czy Metin chce dziś przyjąć jeszcze jedną osobę. Powiedziała, że na tę chwilę prosił o spokój.
Mukadder spojrzała na klamkę. Następnie podała rachunek Cihanowi i poprosiła go, żeby przekazał Enginowi również jej nazwisko. Miała złożyć własne zeznania.
Kiedy sanitariusz zapytał, czy może z nią pójść, odpowiedziała, że zaczeka na niego przy wejściu. Nuşret dowiedział się o wstrzymaniu przenosin od człowieka, któremu zlecił przygotowanie grobowca.
Zastał Cihana wieczorem w rezydencji przy stole z rozłożonymi kopiami dokumentów. Wskazał rachunek i zapytał, czy Mukadder powiedziała mu również, że gdy przyjechała do szpitala, Metin wymagał pilnej operacji.
Lekarze nie potrafili przewidzieć, czy przeżyje noc. Według Nuşreta wszyscy działali wtedy w pośpiechu.
Za błędną identyfikację można obwinić człowieka, który przyjmował rzeczy.