
“Wewnątrz domu panowała pozorna cisza, pełna niedopowiedzianych pretensji, ukrywanych sekretów i bolesnych wspomnień. Nagle masywne drzwi wejściowe otworzyły się. Na zewnątrz wyszedł Cihan w długim czarnym płaszczu. Wyglądał elegancko i pewnie, lecz jego twarz zdradzała głębokie zmęczenie. Zatrzymał się na najwyższym stopniu, spoglądając przed siebie. W jego pamięci ponownie pojawiła się Hancer: jej twarz, łzy i słowa. Im bardziej próbował wyrzucić ją ze swoich myśli, tym częściej wspomnienia wracały. Nie chciał przyznać przed samym sobą, że jej odejście pozostawiło po sobie pustkę.
Cihan ruszył w stronę samochodu, lecz w połowie drogi zauważył Hasana, jednego z pracowników posiadłości, trzymającego w dłoni pęk kluczy.
— Hasan! — zawołał Cihan. Pracownik natychmiast odwrócił się w jego stronę: — Tak, panie Cihanie? — Gdzie jest klucz do starego domu?
Hasan zawahał się, spoglądając w stronę oddalonego budynku na skraju posiadłości. Stary dom od dawna nie był używany. — Klucz jest u mnie — odparł Hasan. — Ale… drzwi chyba nie są zamknięte. — Jak to nie są zamknięte? — Cihan zmrużył oczy. — Pani Hancer zostawiła je otwarte — wyjaśnił nerwowo pracownik. — Widziałem ją wczoraj wieczorem. Było już ciemno. Myślałem, że ma pańską zgodę. Weszła do środka, a później światło na piętrze paliło się przez kilka godzin.
W oczach Cihana pojawił się gniew: — Dlaczego nikt mnie o tym nie poinformował?! Daj mi klucz.
Hasan położył klucz na otwartej dłoni mężczyzny. Cihan zacisnął palce. Obecność Hancer w starym domu była niczym iskra rzucona na wysuszoną trawę. Ruszył w stronę budynku, a z każdym kolejnym krokiem jego gniew narastał.
Drzwi starego domu były lekko uchylone i cicho skrzypiały na wietrze. Cihan wszedł do środka. Wewnątrz było zimno, a w powietrzu unosił się zapach kurzu i wilgoci. Na podłodze widniały ślady drobnych, kobiecych boots prowadzące na piętro.
Cihan wszedł po skrzypiących schodach i stanął w drzwiach salonu. Na wyblakłej kanapie spała Hancer. Leżała zwinięta na boku, z dłońmi przyciśniętymi do brzucha. Wyglądała, jakby od wielu dni nie zaznała prawdziwego odpoczynku. Na niewielkim stoliku leżał telefon, prawie pusta butelka wody i kawałek suchego chleba.
Widok ten na moment osłabił gniew Cihana, lecz gdy przypomniał sobie oskarżenia o ucieczkę, troskę ponownie zastąpiła wściekłość. Podszedł do kanapy i gwałtownie potrząsnął kobietą za ramię:
— Wstawaj! Powiedziałem: wstawaj!
Hancer otworzyła oczy i z przerażeniem podniosła się do pozycji siedzącej. Gdy zobaczyła stojącego przed nią Cihana, znieruchomiała.
— Cihan… — Nie wypowiadaj mojego imienia takim tonem! — odparł ostro. — Włamałaś się do domu należącego do mojej rodziny, ale nie pomyślałaś, że ktoś może cię tutaj znaleźć? — Nie włamałam się, drzwi były otwarte… Potrzebowałam tylko miejsca na jedną noc. — Z jaką twarzą tutaj wróciłaś, Hancer?! — jego głos stawał się coraz głośniejszy. — Czego szukasz? Pieniędzy? Schronienia? A może znów chcesz odegrać rolę bezbronnej kobiety? — Nie chcę od ciebie pieniędzy! Nie miałam dokąd pójść… — Nie miałaś dokąd pójść? A gdzie jest człowiek, dla którego zostawiłaś wszystko? Gdzie jest ten mężczyzna, z którym uciekłaś?! — Nie uciekłam z żadnym mężczyzną!
Cihan roześmiał się gorzko: — Widziano cię! Zniknęłaś bez wyjaśnienia, ukrywałaś przede mną prawdę, a teraz pojawiasz się tutaj i oczekujesz, że uwierzę w twoją niewinność! — Chcę tylko, żebyś mnie wysłuchał! Za każdym razem, gdy próbowałam powiedzieć ci prawdę, ktoś pojawiał się między nami: Mukadder, Beyza, Nusret… Zawsze ktoś mówił ci, co masz o mnie myśleć! Nigdy nie zapytałeś, co naprawdę czuję!
Hancer otarła łzy wierzchem dłoni: — Mężczyzna, z którym uciekłam, nie istnieje. Byłam zmęczona kłamstwami, oskarżeniami i udowadnianiem rzeczy, których nigdy nie zrobiłam! Potrzebowałam, żebyś stanął obok mnie, żebyś spojrzał mi w oczy i powiedział, że mi wierzysz! — Dawałaś mi powody do gniewu! — Jestem kobietą, która popełniła wiele błędów, ale nigdy cię nie zdradziłam! Kochałam tylko ciebie! Od dnia, kiedy pojawiłeś się w moim życiu, nie było w moim sercu nikogo innego! Żaden inny mężczyzna nigdy mnie nie dotknął!
Cihan zamarł, a Hancer podeszła do niego z łzami w oczach: — Spójrz mi w oczy i powiedz, że naprawdę wierzysz, że mogłabym oddać się innemu mężczyźnie!
Cihan ruszył w stronę wyjścia: — Wynoś się stąd przed moim powrotem.
Hancer nagle chwyciła go za ręce i przyłożyła je do swojego brzucha. Cihan zesztywniał.
— Puść mnie! — Proszę, tylko przez chwilę nic nie mów… Cihan, to twoje dziecko. — Co powiedziałaś? — Cihan spojrzał na nią w osłupieniu. — Jesteś ojcem tego dziecka!
Cihan gwałtownie cofnął ręce. Na jego twarzy pojawiło się oszołomienie, powoli zastępowane kolejną falą gniewu.
— Nie! Nie próbuj tego robić! — Mówię prawdę! — Jesteś kłamczynią! Zostałaś sama i nagle przypomniałaś sobie, że możesz wykorzystać dziecko! — Nie wykorzystuję naszego dziecka! Ono jest twoje! — Wróciłaś w chwili, kiedy nie masz już niczego: domu, pieniędzy ani człowieka, dla którego mnie zostawiłaś! Teraz próbujesz wmówić mi, że nosisz moje dziecko! Ojcem może być mężczyzna, z którym uciekłaś! — Powiedziałam ci, że nie było żadnego mężczyzny! Przypomnij sobie tamtą noc! Przypomnij sobie, co było między nami! To dziecko zostało poczęte z miłości! Błagam, nie odrzucaj własnego dziecka tylko dlatego, że jesteś na mnie zły! Ono nie jest winne naszym błędom!
Cihan stracił panowanie nad sobą: — Wynoś się z mojego domu!
Gwałtownie ją odepchnął. Nie chciał zrobić jej krzywdy, lecz jedynie przerwać rozmowę. Hancer straciła jednak równowagę, zahaczyła o brzeg dywanu i upadła na podłogę z powstrzymywanym krzykiem, obejmując brzuch obiema rękami.
— Moje dziecko… — wyszeptała z podłogi.
Cihan cofnął się, walcząc z własnym mechanizmem obronnym: — Nie próbuj mną manipulować. Zniknij stąd, zanim wrócę.
Odwrócił się i wyszedł, nie oglądając się za siebie.
Hancer leżała na podłodze, znosząc ostry ból w klatce piersiowej. Z ogromnym wysiłkiem podniosła się i usiadła na brzegu kanapy, przyciskając dłoń do brzucha.
Słowa Cihana rozbrzmiewały w jej głowie: „Nie próbuj wrobić mnie w ojcostwo cudzego dziecka”. W głębi serca wierzyła, że wyznanie prawdy zmieni jego nastawienie. Nie była przygotowana na całkowite odrzucenie.
Na zewnątrz Cihan zmierzał w stronę samochodu. Przed główną rezydencją dostrzegł Beyzę trzymającą na rękach niemowlę owinięte w jasnoniebieski kocyk.
— Cihan, co się stało? — zapytała Beyza. — Dlaczego wychodzisz ze starego domu? — Nic ważnego. — Wyglądasz, jakbyś z kimś się kłócił… Dziś rano jeszcze go nie pocałowałeś.
Cihan spoglądnął na niemowlę, pochylił się i delikatnie ucałował jego główkę: — Śpij spokojnie — powiedział łagodnym tonem.
Za szybą starego domu stała Hancer. Widziała wszystko: Cihana pochylającego się nad dzieckiem, Beyzę stojącą przy nim i czułość, której dla niej i jej nienarodzonego dziecka przed chwilą zabrakło.
— Potrafisz kochać dziecko… — wyszeptała ze łzami. — Tylko nie potrafisz uwierzyć, że moje również jest twoje.
Cihan wsiadł do samochodu i odjechał.
Nagle Hancer poczuła ostry skurcz w podbrzuszu. Osunęła się na kolana przy kanapie: — Maleństwo, zostań ze mną… — prosiła w pustym pokoju.
Gdy ból nieco zelżał, sięgnęła po telefon leżący na stoliku. Wpisała nowy numer Meliha. Próbując opanować drżenie głosu, nagrała krótką wiadomość głosową:
„Halo, Melih. To mój nowy numer. Zapisz go, proszę. Idę później zrobić zdjęcia u fotografa. Gdybyś czegoś potrzebował, napisz do mnie.”
Opuściła telefon, bojąc się napisać wprost o swoim cierpieniu.
Cihan prowadził samochód z ogromną prędkością, zmagając się z wewnętrznym rozdarciem i obrazy leżącej na podłodze Hancer. Próbował wmawiać sobie, że to kolejna kłamliwa gra, ale niepokój nie ustępował.
W starym domu telefon Hancer zawibrował. Melih odpisal: „Zapisałem numer. Wszystko u ciebie dobrze? Masz dziwny głos.”
Hancer zaczęła pisać odpowiedź. Najpierw wpisała: „Wszystko dobrze. Jestem tylko zmęczona”, lecz po chwili usunęła wiadomość i napisała: „Melih, potrzebuję pomocy”.
Zanim zdążyła nacisnąć przycisk wysłania, kolejny gwałtowny skurcz przeszył jej ciało. Telefon wypadł z jej dłoni na kanapę, pozostawiając niewysłaną wiadomość na ekranie. Kobieta zwinęła się z bólu, walcząc o dziecko w całkowitej samotności.”